piątek, 20 stycznia 2012

Nocne przejawy szaleństwa

Był środek nocy, znów nie mogłam spać. Dom zatopiony w mroku, za oknem padał deszcz. Sen dziś nie chciał przyjść, więc nie zamierzałam go dłużej prosić, przywoływać... cichutko wyciągnęłam przybornik do szycia, jakieś kawałki bawełny, koronek i zaczęłam działać. Zanim zaparzyła się herbata, już były wycięte. Tak spontanicznie, bez projektów czy wykrojów, ot tak ręcznie na kartce papieru, pomysł siedział w głowie. Rach ciach i zrobiła się trzecia rano, a ja na krześle wieszałam je do żyrandola. Na zdjęcia przyszedł czas już rano.
Oto efekty...

 Tak obecnie prezentuje się część przedpokoju. Kosz planuję powiesić na ścianie.
Dodam nieskromnie, że szafa - efekt potrzeby młodego małżeństwa - jest dziełem ślubnego.

 Żyrandol także robiliśmy sami, mąż wyspawał stelaż, ja owijałam.


Takie zastosowanie ma chwilowo jeden z świeczników.
W tle ciasteczka z płatków kukurydzianych - powstały na skutek ... braku mąki pszennej w domu. Skład: płatki kukurydziane, rodzynki, czekolada, płatki owsiane, jajo, odrobina mąki żytniej chlebowej. Są pyszne, a w zasadzie były...



8 komentarzy:

Ewa pisze...

Widze ,ze oboje z mężem jesteście kreatywni ... i tak trzymać.Przy nadmiarze pomysłów to czasem szkoda czasu na sen.A efety nocnej pracy są jak zwykle zachwycające.No i te ciasteczka ja bym się uśmiechnęła o przepisik na nie.Apropos podusi dla Agnieszek to pomyślę.
Pozdrawiam Ewa

Agusia pisze...

O tak, jesteśmy kreatywni i to bardzo! :D
Co do efektów nocnej pracy - cóż, wiele pozostawiają do życzenia, ale wiem, że przy moim temperamencie, a już napewno temperamencie potomka w dzień nic, lub nic dobrego by spod rąk nie wyszło. Pracuję głównie nocą. Co innego jak dziecię w dzień ma drzemkę i z niej korzysta :D Chyba, że ja też ;)
Co do przepisu... hm... bardzo bym chciała, ale nie mam! Jak już gotuję czy piekę, to nie ma ocji bym czegoś nie pozmieniała na swoją modłę. Bywa, że jak nie mam pomysłu na obiad - patrzę co mam i ... improwizuję. Wychodzą nieraz cuda, ale na szczęście zwykle da się zjeść. Choć nie - wyjątek stanowi pieczenie chleba, maszyna wymaga określonych porcji, więc z nią nie dyskutuję i robie co każe, ale dodatki już sypię po swojemu. Tak więc obiecuję, że jak będę piekła następnym razem, a pewnie będzie to niedługo, zapiszę wszystko co dodam i ile dodam :D Cóż - przepis ze składników "na oko" to żaden przepis.
Pozdrawiam cieplo,

♥ zakochana w Aniołach ♥ z lnu i bawełny ♥ pisze...

Najważniejsze są rzeczy stworzone przez siebie. Widzę, że masz wiele pomysłów i szybko je realizujesz. Najważniejsze, to zrobić "coś z niczego"
Szyjątka są piękne, gratuluję i pozdrawiam :)

martadr pisze...

Jak widać nocne tworzenie jest bardzo owocne!:) Super zrobiłaś to serducho a wspólne dzieło czyli lampa jest bardzo oryginalna!:) Pozdrawiam Marta

Radziejowe Zacisze pisze...

Gratuluję super pomysłów i pięknego wykonania, Ale jako przyrodnik życzę udanego wypoczynku w nocy, bo organizm tego potrzebuje. Wyśpij się kochana, a potem wymyślaj i twórz, twórz, twórz. A dziś chyba Twoje imieniny? No to życzę spełnienia marzeń i wszystkiego najlepszego. Pozdrawiam cieplutko. Ania:)

Agusia pisze...

Dziękuję za uznanie, cieszę się, że się Wam u mnie podoba.
Zakochana w Aniołach: Pomysłów niestety ciągle jest znacznie więcej w stosunku do wcielonych w życie. Wciąż coś zaczynam, napoczynam, później czeka na skończenie, a w efekcie okazuje się że wygląda inaczej niż pierwotnie planowałam.
Martadr: Mimo wszystko lubię pracować nocą i mam tak, że jak chłopcy śpią po cichu budzi się we mnie wena. Lampa rzeczywiście wyszła ok i służy nam już 4 lata i nie mam ochoty jej zmieniać, jest taka inna. A serducho - cóż, koślawe nieco, ale tak to jakoś skośnie szyło mi się ręcznie po nocy ;)
Radziejowe Zacisze: O tak - zgadzam się z Tobą co do nocnej regeneracji, na szczęście, takie robótki odprężają, zapewniam, że jak tylko nadchodzi sen pokornie udaję się do łóżeczka :D Dziękuję za życzenia imieninowe. Niby za pewne życzenia się nie dziękuje, z obawy ich spełnienia, ja wierzę, że jak czegoś się bardzo chce to prędzej czy później się spełni. Dlatego też bardzo Ci za nie dziękuję!

hanuszka pisze...

Piękny ptaszek, a nieplanowane szycia są najlepsze. Ja prawie nigdy nie wiem , co uszyję, zanim siądę do maszyny. I to jest najfajniejsze. Pozdrawiam.

Agusia pisze...

Witam Cię u mnie, Hanuszko! tak to już z tym szyciem jest. Ja ostatnio wolniej szyję, bo ręcznie, obraziłam się na maszynę i tak gniewamy się już jakiś czas. Może z wiosną przyjdzie czas by zakopać topór wojenny :) Cieszę się, że podoba Ci się mój praszko-bazyliszek. Zaglądaj częściej.
Pozdrawiam serdecznie,
Agusia