Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shabby chic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shabby chic. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lipca 2012

O wymiance i o drobnej zmiance...

,Witam Was w ten iście tropikalny dzień!
Informacja dla wszystkich uczestniczek mojej osobliwej wymianki: dziewczyny do końca tygodnia doślijcie mi, proszę fotki prezentów, aby zrobić podsumowanie. Oczywiście nie obyło się bez paru niedociągnięć i tragedii. Części jestem sama winna - takie już ze mnie zwierzę, że jak coś robię - robię ... i odhaczam, ale już wiem, że wszystko należy sprawdzać razy kilka. Zresztą napiszę Wam kiedyś jakiś esej na ten temat. Dziś już nie mam siły.
Pochwalę się Wam jedynie, że zmian stylistycznych w chałupce nastał mi czas i ... dzieje się, oj dzieje! Na razie szaleję u pacholęcia - oto skutki:







Nie jest ciężko zgadnąć jak to moje dziecię ma na imię :D
Jak widać - sieję dzieło zniszczenia na wszystkim co wpada mi w dłonie! Motyw kluczowy nie jest tu przypadkowy - ot co, dziecię, choć niecałe trzy wiosny sobie liczy, już ma z góry sprecyzowane preferencje zawodowe, choć - ku swej matki uciesze, czasem pała miłością do ... mopa :D. Osobiście wolę to pierwsze.
Ja - jak widać zapałałam miłością gorącą i niepohamowaną do bielenia, shabby chic i subtelnego jakby nie patrzeć transferowania - tu dziękuję za wszystkie tutki wspaniałej Snow z bloga http://mojepobielenie.blogspot.com/ !!! Zaraziłaś mnie kobieto! To chyba nie jest uleczalne ;)
Na zakończenie - zapraszam Was na moją zakładkę ze zbytkami wszelakimi, może coś Wam w oko wpadnie?! chętnie oddam w dobre ręce - nie oczekuję zapłaty, raczej pomocy w znalezieniu im domu, bo u mnie już im źle. Jeśli chce ktoś koniecznie - możemy się wymienić na coś, możesz pokryć koszt wysyłki - ot co.

A już na sam koniec dziekuję Ewuni z bloga http://w-ewkowie.blogspot.com/
Ewa w ostatnim czasie dość znacznie mnie rozpieszcza, ach ten skrywaczek, wyróżnienie otrzymałam wieki temu, jednak - wstyd przyznać głośno - zawsze gdzieś mi umykało. Bardzo serdecznie dziękuję za to wyróżnienie, cieszę się, że doceniasz to co robię! Ja też chciałabym wyróżnić wiele osób, które dają mi inspirację i chyba brakłoby mi miejsca by wszystkie dobre dusze wymienić z osobna!

Tak więc wyróżniam wszystkich odwiedzających mnie blogowych zapaleńców, a szczególnie

ModrakDianaSnowKrystynęŻancię Bubisę... ojej i jeszcze tyle bym chciała jeszcze....... .

Pozdrawiam serdecznie i ciepło!


czwartek, 21 czerwca 2012

Wymianka shabby chic u Reni

Piszę ten post drugi raz, nie ogarniam tej blogowej polityki, niby piszę, niby zapisuję, a jak się okazuje ... poszło w świat daleki i znikło! Mimo to z niemniejszym entuzjazmem pochwalę się Wam efektami wymianki organizowanej przez Reni z bloga Ażurowe Marzenia. Renatko - bardzo serdecznie dziękuję Ci za zorganizowanie wymianki w stylu ostatnimi czasy tak bliskiej memu sercu. Co więcej cieszę się niezmiernie z  efektów wymianki, mam nadzieję, że Grażynka z bloga  Stylowe inspiracje Graszel jest choć po części tak uradowana wymianką jak ja!
  A teraz zacznę się Wam chwalić. A zacznę od tego co przygotowałam ja. Od początku załapałyśmy z Grażynką super kontakt mailowy, świetnie się nam pisało, jednak mimo to miałam nie lada cykora, bardzo chciałam wpasować się w jej gust. Okazało się, że psuć lubię nie tylko ja. Oto efekt psucia:  
*Patyczki w charakterze plakietek z nazwami ziół - są obustronne, więc można je jednoczeście wykorzystać do oznaczenia dwóch rodzajów ziela w jednym pojemniku.
Fotoprezentacja w balkonowej "Melisie"

 *osłonki na zioła (Graszel bardzo lubi lawendę, więc tak też zostało to ujęte)
 Zbiorowa sesja w trakcie pakowania
*a to już mój pierwszy aniołek z masy solnej, w barwach lekko przesadzonych, bynajmniej ze względu na lawendowe tło ;)
 Postanowiłam też spróbować szczęścia w ozdabianiu świec - tak powstała świeca z iście anielskim motywem
 *zawieszka - kurzołapka
 Odrobinę dodatków
 A teraz usiądźcie wygodnie - pokażę Wam co dostałam od Graszel:

Cudowną skrzynię, pięknie zdobioną ornamentami, napisem Home Sweet Home i wielkim sercem, do tego sercowy wieszaczek. Jak tylko odpakowałam paczkę wiedziałam, że to początek czegoś nowego. Czas na zmiany, bo po takim bodźcu nie można inaczej. I skończyło się ... przemeblowaniem!
 Tu pozuje wieszaczek solo:

Tu na nowym miejscu:

 A tu skrzynia! Jest dość pokaźnych rozmiarów i doskonale spisuje się nie tylko jako ozdoba salonu, ale i skrywa potrzebne dodatki.
 Grażynka obdarowała mnie ponadto pięknie zdobionym wieńcem, przecudownymi serwetkami, wprost uwielbiam delikatne motywy, a te stylowe wręcz mnie oczarowały, do tego piękna kartka i moc trunków.
 Wieniec znalazł miejsce przy lustrze, bardzo lubię na niego zerkać przy każdej okazji, ma tyle bogactwa, że za każdym razem mam wrażenie, że to zupełnie inny wieniec :D

Grażynko bardzo Ci dziękuję nie tylko za te wszystkie cudowne prezenty, które z taką pieczołowitością dla mnie przygotowałaś, ale i za miły kontakt podczas całej zabawy wymiankowej. Mam nadzieję, że wkrótce pokażesz więcej swoich cudownych prac. Wszystkich zapraszam, by odwiedzić Graszel na jej blogu, naprawdę warto!
A Reni raz jeszcze dziękuję za wspaniałą zabawę, jak również za iście mistrzowskie przygotowanie i organizację w stopniu, którego osiągnięcie dla mnie jest nieziemsko odległe.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających, witam nowych obserwatorów i wszystkich, którzy do mnie piszą tak piękne maile. Robótki się robią. Postaram się zmieścić w ustalonych terminach. Przepraszam jednocześnie za ostatnio nieczęste bywanie na blogu. Ogólnie rzecz biorąc net mi nawala i piszę do Was często albo z telefonu albo z przygodnych miejsc i sprzętów. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni, na lepsze oczywiście! 



czwartek, 26 kwietnia 2012

Wiosna rozgościła się na dobre, czyli moje florystyczne wariacje...


Witam Was ponownie..., dziś u nas jest piękna pogoda, a ja po maratonie stresowo-robótkowo-dziecięco-sprzątaniowym poległam w pościeli z gorączką. Pysiek też jakoś padł, ale zanim go zbudzę, by dalej czynił akt znieszczenia i zabawy w jednym, pozwolę sobie na fotorelację z ostatnich moich wybryków.

Po kolei...
Ostatnio podczas wielbłądziego truchtu, znaczy się maratonu ze zwiewającym Pyśkiem i nieusłuchanym wyładowanym po brzegi wszelkim jestestwem artykułów pierwszych potrzeb domowników miałam swoje być albo nie być, ściślej mówiąc wejść albo nie wejść... . Rozprawa dotyczyła małego importo-wszelako-cudako-sklepiku, umiejscowionego na naszej drodze do domu. Przezorne dziecię, coby nie poddać się katordze wyczekiwania, aż mamuśka zdecyduje się ostatecznie skierować swe kroki do domu, padło w pieleszach wózka i z rozkoszą oddało się w objęcia Morfeusza.
....wejść... tylko na chwilę... tylko pooglądać... przecież nic konkretnego nie potrzebujemy (znaczy się ja w swej wizji ukochanego domowego gniazdka)...
WESZŁAM...
długo chodziłam pomiędzy półkami, stołami, szafkami zastawionymi wszelakim dobrodziejstwem z rozmaitych zakątków  - jak śmiem sądzić - zachodniej Europy. Ba... przyszło mi nawet tańczyć taniec hula, czy jakiś tam, fakt faktem pomykałam pląsając na palcach nad kruchą porcelaną i stosami szklanych entych cudów świata, wychylona w tył, jak przy solidnym paraliżu, coby nie poprzewracać wazonów wypełnionych tęczą sztucznych jak zwał tak zwał - tulipanów - nie wiedzieć czemu stanowiących wzbogacenie, hmmm... zawężonego asortymentu. Już miałam wychodzić, gdy zobaczyłam świecznik, jeden sam samiuteńki, o jakim od dawna marzyłam, pytam więc pani czy to aby jedynak, czy przy rodzinie, a ona, że pewnie sam samiuteńki na świecie, cóż nagryziony został nie tylko zębem czasu, więc odłożyłam i hopsa przez kwiecie do wyjścia, a tu w filiżankach stoi jak malowany - brat bliźniak! Cóż to za spotkanie było, każdy inaczej upaćkany, w różnych woskach, brat mniej cierpień doznał, więc tym bardziej pucha mi się zaszczerzyła i .....
hopsa spowrotem, a jak - tulipany w końcu sztuczne, nie takie akrobacje pewnie widziały.
Są moje piękne i dumnie się prezentujące. Mam je! Ile razy z zachwytem podglądałam na Waszych blogach piękne świeczniki, nadal poluje na drewniane i najlepiej różnej wielkości - może jak mnie wena najdzie zgapię od Penelopii jej wydziałane, ale jeszcze nie dziś.
Dalej już zapakowana do wyjścia wyhaczyłam kątem oka (wiem, że nie mam tego z medycznego punktu widzenia ;) ) a tu siedzi skupiony człowieczek w szafie i ... czyta, nie zważając na moje ochy i achy. Nawet się nie targowałam, nawet nie zwracałam uwagi na kokardkę na szyi, która, jak się okazała, skrywała pewien mankament urody, a raczej "uszczerbek" na zdrowiu, jednak już Jaśkowi obiecałam, że dalej czytać będzie u mnie w domu. Cóż było robić, siup Jaśka do bagażnika wózka i hej do domu, przy wyjściu hapnęłam jeszcze podstawkę na podgrzewacz do utrzymywania temperatury w dzbanku z kawą czy herbatą, oraz białą marszczoną miseczkę (fotki pokażę innym razem).
Tak prezentują się na szafeczce, prawda, że warto było się pogimnastykować?!

Jasiek bliżej
Drugi profil Jaśka
Jasiek przodem
 Pozujący z Jaśkiem bukiet, a raczej wariacja narcyzowa to efekt nieogarniętej miłości mego ślubnego. Nie wierzyłam, że to się jeszcze gdzieś indziej, niż w bajkach czy powieściach spotyka, a jednak - mój osobisty ślubny wrócił niemal w nocy od kumpla z NARĘCZEM narcyzów. Niemal oniemiałam (to też zagadka przyrodnicza - tym razem dla męża), wręcz mowę mi odjęło, jako że ledwie go za tych kwiatowych czeluści wypatrzyłam, jak już się upewniłam, że to rzeczywiście moje chłopie wróciło do domu, w akompaniamencie zachwytów i pisków zapakowałam je na noc do dwóch słusznych rozmiarów wazonów. 

 A wczesnym rankiem zaczęłam je układać, nie chciałam jakiś małych bukiecików poutykanych we wszystkich szklankach jakie znajdę, tak więc powstała kompozycja w stojaku rodem z lat zamierzchłych, zwędzonych jakiś czas temu z rodzinnego strychu...


 ... wspomniana wariacja z kwiatów ułożonych spiralnie...


 ... reszta okazała się być spełnieniem marzeń, poukładałam je wg stopnia rozwinięcia i umieściłam w dużym szklanym wazonie


 Jakby komuś kwiatów było mało... to zbliżenie na mój bukiet druhny, zwieziony aż z pomorza, gdzie bawiliśmy się weekendowo, piękne calie w kolorach bakłażana, do tego cudowne ogromne róże barwy ecru...


 Żal mi było, bo po tych wszystkich baletach, podróży, a co za tym idzie niedoborach w płynach, szybko zaczęły tracić wigor. Postanowiłam, że póki co zasuszę je, nim jeszcze bardziej padną...
... i powstała dekoracja w kuchni :D
Jak Wam się podoba? Calie tymczasem wylądowały w kompozycji PRL -owskiej i całkiem ładnie prezentują się w towarzystwie narcyziej plagi.
Chciałam się Wam pochwalić, jak ozdobiłam skrzynkę na wino oraz skrzynkę na kaskę (młodym daliśmy - wedle woli - piniądze, ale w wersji dobrze podzielonej na dwoje - w bilonie dwu-złotowym). Niestety z tego całego zamieszania nie mam fotek, a to były moje pierwsze prace z wypalarką, może jak się młodzi ogarną, pozawracam im głowę o więcej fotek albo zrobię coś innego, spodobało mi się to całe wypalanie.
To tyle, pozdrawiam wszystkich, którzy dobrnęli do końca i nie posneli :D

piątek, 20 stycznia 2012

Nocne przejawy szaleństwa

Był środek nocy, znów nie mogłam spać. Dom zatopiony w mroku, za oknem padał deszcz. Sen dziś nie chciał przyjść, więc nie zamierzałam go dłużej prosić, przywoływać... cichutko wyciągnęłam przybornik do szycia, jakieś kawałki bawełny, koronek i zaczęłam działać. Zanim zaparzyła się herbata, już były wycięte. Tak spontanicznie, bez projektów czy wykrojów, ot tak ręcznie na kartce papieru, pomysł siedział w głowie. Rach ciach i zrobiła się trzecia rano, a ja na krześle wieszałam je do żyrandola. Na zdjęcia przyszedł czas już rano.
Oto efekty...

 Tak obecnie prezentuje się część przedpokoju. Kosz planuję powiesić na ścianie.
Dodam nieskromnie, że szafa - efekt potrzeby młodego małżeństwa - jest dziełem ślubnego.

 Żyrandol także robiliśmy sami, mąż wyspawał stelaż, ja owijałam.


Takie zastosowanie ma chwilowo jeden z świeczników.
W tle ciasteczka z płatków kukurydzianych - powstały na skutek ... braku mąki pszennej w domu. Skład: płatki kukurydziane, rodzynki, czekolada, płatki owsiane, jajo, odrobina mąki żytniej chlebowej. Są pyszne, a w zasadzie były...



środa, 18 stycznia 2012

Gdy za oknem zapada zmierzch...

Gdy za oknem zapada zmierzch uwielbiam usiąść w fotelu z książką i kubkiem śliwkowej herbaty z L..la (aktualnie dla mnie nigdzie niedostępnej, więc improwizuję). Takie momenty są ostatnio dla mnie dobrem niezwykle deficytowym, dlatego pewnie tak je lubię. W tym czasie nad spokojem domowników czuwa anioł.

Ten kojący blask śwec i ulubiona muzyka przenoszą mnie w świat marzeń, na próg domku, gdzie pod oknem kwitną malwy, a za niskim płotkiem na ślicznych grządkach bujnie rosną warzywa, na tyczkach pnie się fasola i pomidory, a zimą gile i sikorki korzystają z dobrodziejstw sadu i karmnika za oknem.
Na razie jednak cicho marząc stawiamy małe kroczki w stronę wyśnionego gniazdka, jednocześnie starając się by obecne mieszkanie było aktualnie "naszym miejscem na ziemi". Powyższa dekoracja, mimo iż powstała na okoliczność świąt i tak służy nam do dziś. Wprost uwielbiam zapach jodły i modrzewia potęgowany przez ciepło świec. Przywołuje wspomnienia jesieni, kiedy to szyszki i gałązki okazały się w tym roku jedynymi zbiorami z darów lasu, nie licząc trzech podgrzybków z takim namaszczeniem zasuszonych, jako tegoroczne zapasy na zimę.
Taka dekoracja doskonale ociepla klimat mieszkania, które chciałabym Wam pokazać. Dziś będzie to pokój dzienny, jeszcze przed "falą ekstazy" w jaką wpadłam w ostatnim czasie. Nie da się chyba oprzeć wrażeniu, że jest dość surowe, mimo prób złagodzenia wrażenia, poprzez poduszki na kanapie czy firany. Samo mieszkanie znajduje się w starej łódzkiej kamienicy, wymagało generalnego remontu i przez to nie udało się za wiele ocalić z pierwotnego stanu.

Aktualnie wprowadzane zmiany w aranżacji mają na celu zmniejszenie surowości wnętrza, ocieplenie go, uczynienie bardziej kobiecym?! 
Zaczęłam delikatnie, poprzez doniczki, wszystkie zostały pomalowane na biało, lekko postarzone brązem
 Oto relief własny, efekt pozostawia wiele do życzenia, coraz bardziej skłania mnie do stworzenia oddzielnej galerii osobliwości własnych ;) mimo to podoba mi się.
 A tu doniczka - nabytek z niedawnych łowów, poniżej wersja "przed"

 Zakup świeczników bardzo mnie cieszy, mają spory, nie do końca - jak widać - odkryty przeze mnie potencjał. Na podstawce można zamieścić sporą dekorację florystyczną w czym niebawem zamierzam się sprawdzić.
 Zastanawiam się nad przeznaczeniem kolców (na zdjęciu widać 2, w sumie są 4), zapewne również mają stanowić element mocujący.

Wszystkich zwiedzających bardzo przepraszam za jakość zdjęć. Robione po zmierzchu, co okazało się nie do końca dobrym pomysłem.

W związku z tym, dla cierpliwych:
Mój kawałeczek wiosny!

Pozdrawiam serdecznie,